Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 13 kwietnia 2014

Niall Horan imagine

PRZEZ PRZYPADEK USUNĘŁAM TEN POST, WIĘC DODAJE JESZCZE RAZ :)

Bella:

Troszkę opóźniłam niestety dodanie tego imagina. Przepraszam was za to.
Imaginy ogólnie dodajemy zawsze w czwartki/piątki, ale ja dodaję dziś bo i tak długo już czekaliście.
Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Dzisiejszy imagin mówi o tym, że po stracie najbliższych ciężko jest się pozbierać, ale spotykamy osoby, które mają podobne historie jak my i dzięki nim możemy w końcu zacząć pomału wychodzić na prostą...:)
Jestem ciekawa co o nim sądzicie.Mam nadzieję, że zostawicie swoje opinie w komentarzach.


Dedykacja dla: *u* ( dziękujemy za pilne czytanie naszych imaginów ♥)

I pamiętajcie, że dopóki jesteście tu z nami ten blog coś znaczy!

Niall wsunął ręce do kieszeni, obserwując dzieci, wchodzące wesoło do autobusu. Ich rozbrzmiewający głos idealnie pasował do wiosennej pogody.
Gdy autobus odjechała, przełknął ślinę i zatrzymał się przed domem wyjmując z skrzynki listy.
-Miłego dnia panie Horan!- wykrzyknął do niego sąsiad, na co się uśmiechnął i skinął głową.

Rachunek za energię, wodę, gaz... Zwykłe miesięczne frustracje normalnego człowieka. Poza tym stos reklam i ulotek. Na końcu zauważył jakiś zwykły list. Położył je na stoliku i usiadł na kanapie znajdującej się w salonie.
Zastanawiał się, czy włączyć telewizję, ale chwilę później z kieszeni jego spodni wydobywał się dźwięk dzwonka.
-Halo?-zapytał.
-Niall? Chciałam po prostu zadzwonić i spytać... Co u ciebie?- głosem na drugim końcu była jego matka. Wpatrywał się chwilę w przestrzeń za oknem.
-Jest w porządku- odpowiedział. Zapadła cisza, wiedział co chce powiedzieć, ale pozwolił jej mówić.
-Musisz mnie powiadamiać jak coś potrzebuję. Zawsze mogę wsiąść w samochód i po kilku godzinach będę u ciebie...
-Nie mamo. Wszystko jest w porządku. Nic mi nie jest.
Nie był pewien tych słów, ale wiedział, że będzie naciskać dalej...W tle usłyszał głos ojca, który pytał, czy pójdzie do sklepu.
-Idź mamo. Możesz zadzwonić do mnie później- powiedział.
-Dobrze kochanie- odpowiedziała.

Niall odsunął telefon od ucha, nacisnął przycisk zakończenia połączenia i wziął głęboki oddech.
Trudno było mu uwierzyć, że był kiedyś czas, że cieszył się z każdej rozmowy z matką. Ale to było dawno, zanim zmierzył się z przeciwnościami losu.
Poszedł do kuchni, gdzie na ladzie leżał biały talerz z naleśnikami. Podniósł go i umieścił w lodówce, wiedząc że i tak nie ma na nie apetytu.
Zegar na kuchence wskazywał 8:55. Zaczął czuć falę niepokoju, próbując zastanowić się co będzie robić aż do 15:30, kiedy autobus znów zjawi się na przystanku.
Wziął głęboki oddech i poprowadził dłonią po twarzy, przecierając lekki zarost na brodzie i ruszył z powrotem do salonu.
Telefon od matki poruszyły w nim emocje... Nie widział mamy co najmniej od roku, ale wiedział, że nie długo będzie musiał doprowadzić do tego spotkania.
-Cholera- mruknął i przeczesał dłonią blond włosy. Jego ciało rzuca cień na podłogę.
Położył się na kanapie i przechylił głowę do tyłu, zamykając oczy... Przed jego oczami pojawił się, jak zawsze ten sam obraz...

Dzień porodu. Jej twarz była zaczerwieniona, gdy spojrzała na niego, ścisnął jej dłoń i uśmiechnął się do niej. Miała łzy w oczach, pochyliła głowę, tak jakby się chciała zrelaksować... Najtrudniejsza część była już za nią. Gdy spojrzał jej w oczy, słyszał coś, że to chłopczyk.
-Jest śliczny!
Spojrzała na niego i przez jej różowe usta wdarł się chichot. Wyciągnęła rękę by dotknąć twarz Nialla.
-Będzie taki jak ty..
Doktor podszedł do nich i zawinąwszy dziecko w niebieski kocyk, wtulił maleństwo w ramiona matki. Niemowlę wyciągnęło malutki paluszek i delikatnie przycisnął do jej twarzy... Spojrzał na chłopca i się uśmiechnął.
To był najwspanialszy moment jaki mógł sobie wyobrazić. Dwie miłości jego życia obok niego.
Ale potem stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Jej oczy zaczęły się po mału zamykać, a skóra stała się nieco jaśniejsza. Monitor pracy serca, pikał w szybkim tempie.
-Karolina?- zapytał Niall z paniką. Lekarz odepchnął nagle Nialla na bok, a pielęgniarka wyciągnęła dziecko z ramion Karoliny .
W ciągu kilu minut, tak po prostu, powietrze zrobiło się zimne i ciche. Twarze lekarze stały się ponure, a jego serce pękło.
-Panie Horan...- mówił jeden z lekarzy, kładąc dłoń na jego ramieniu. Słowa lekarza nim wstrząsnęły. W kilka chwil stracił żonę i dziecko.


Niall westchnął powracając do rzeczywistości. Wyprostował się i znów zaczął się przyglądać listom. Wyciągnął rękę po jeden z nich.

Niall. Wiemy, że nie powinniśmy Ci tego przypominać, zważając na to, jak wiele dla ciebie znaczyła Karolina. Nikt nie kochał jej bardziej niż ty. Wierzę, że patrzy na ciebie z nieba i martwi się. Wiem, że to boli, ale my naprawdę chcemy Ci pomóc. Minęły 2 lata od jej... Odejścia. Niall, potrzebujesz pomocy w domu i rachunkach.
Bądź silny.
Perrie i Zayn Malik.


Niall złożył list, wyciągnął czek i odczytał numery. 29 000 zł. Po raz czwarty w ciągu tych dwóch lat. Przetarł kciukiem po tej kwocie i westchnął. Wyciągnął telefon i wszedł na stronę banku. Podniósł czek i kliknął na aparat. Ładowanie trwało kilka minut. Zamknął oczy.
Transfer został przyjęty.
Odstawił czek i schował telefon do kieszeni. Zegar wskazywał na 15:25 i uświadomił sobie, że zaspał.

Udał się na przystanek na przeciwko domu, gdzie zatrzymywał się autobus.
Jego niepokój rósł gdy była już 15:33, a następnie 15:40.
Dzieci miały być już 10 minut temu. Chodził w tą i z powrotem. Inni rodzice czekali niedaleko niego. 15:42...
-Mieli dziś wycieczkę do zoo, nie mogę się doczekać, aby usłyszeć ich reakcję- rozmawiały ze sobą dwie podniecone matki.
15:44...
Autobus zatrzymał się i otworzyły się drzwi. Niall odsunął się nieco z drogi.
Patrzył, jak dzieci wysiadają z autobusu, śmiejąc się. Większość z nich trzymało małe, wypchane zwierzęta z ogrodu zoologicznego... Wepchnął ręce z powrotem do kieszeni, gdy ostatnie dziecko zeskoczyło z autobusu i zaczął się odwracać, gdy nagle mały chłopiec, 2 lub ​​3 lat, z sekcji przedszkolnej wyszedł z autobusu. Jego blond włosy sięgały prawie do uszu, a jego zielone oczy były pełne emocji... Niall patrzył na niego dopóki nie wskoczył w ramiona blond włosej matki, gdy autobus odjechał.
Niall odwrócił się i chciał ruszyć, gdy nagle poczuł dłoń na swoim ramieniu.
-Czy czekał pan na kogoś?- zapytała pewna kobieta.
-Nie- odpowiedział. Zamrugała zdezorientowana.
-Cóż, widziałam jak przyglądał się pan nam- wyjaśniła. Niall zaczął się czuć nieswojo.
-Pani syn przypomniał mi kogoś.
Być może nie było to najlepsze, co mógł powiedzieć, ponieważ kobieta skinęła sztywno głową i odwróciła się podchodząc do innej matki. Pochyliła się i zaczęła jej coś szeptać. Niall odwrócił się po raz kolejny i zaczął odchodzić.
-Poczekaj!- jej ręka dotknęła jego ramienia.
-Przepraszam. Ja... Nie wiedziałam...
-Nic się nie stało. Jest w porządku.
-Przykro mi- mówiła ze smutkiem w oczach. Niall wiedział, że mówi o jego żonie i dziecku.
-Przyjdzie pan na piknik dzisiaj?- zapytała.
-Co?
-W parku obok naszego osiedla jest piknik. Zaczyna się o 17:30.
Niall milczał, spojrzał na nią i na jej syna. Reszta rodziców rozeszła się do swoich domów.
-Jestem [Twoje.Imię].
-Niall.
-Powinieneś przyjść Niall. Mam nadzieję, że do zobaczenia.
Uśmiechnęła się lekko. Dlaczego go zaprosiła? Nie był przecież członkiem żadnej społeczności szkolnej, a nawet członkiem innej społeczności, a w okolicy znało go może z 3 sąsiadów.
Nic nie mówił i patrzył jak dziewczyna odchodzi. Odwrócił się po chwili i poszedł w stronę domu i siadając na schodach, oparł brodę o kolana..
Nie mógł wymazać chłopca z umysłu. Jego syn miałby teraz 2 lata.
Widział radosne oczy matek, wyczekujących na swoje dzieci i przytulające ich na powitanie.
Przełknął ślinę, starał się zatrzymać swój umysł, ale trudno było nie myśleć o części swojego życia.
Z zamyślenia wyrwał go wibrujący telefon w kieszeni. Wyciągnął go i odczytał sms od Perrie.

"Cieszymy się, że zrealizowałeś czek. Jeżeli masz ochotę, możesz nas odwiedzić. Zadzwoń do nas jeśli byś czegoś potrzebował. Wciąż jesteśmy rodziną."

Nie odpowiedział. Przecież i tak by nie wiedział co odpisać.
Wziął głęboki oddech, czując łzy w oczach. Starał się je zatrzymać, ale w ciąg kilku chwil po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Przetarł je dłonią.
Gdy ciepło w powietrzu zaczęło zanikać, a milczenie zastąpiło lekkie powietrze, otarł rękawem twarz.

17:25
Wstał i otworzył drzwi. Po czym sprawdził czy każdy sprzęt w domu jest wyłączony i wyszedł. Jeśli miał się otworzyć na ludzi, mógł zacząć również dobrze od pikniku z nieznajomymi.

Nie trzeba było iść długo, aby dostać się do parku. Kilka kobiet i mężczyzn siedziało przy stolikach, a dzieci bawiły się na placu zabawa. W okół słychać było liczne głosy rodziców rozmawiających między sobą, a piosenki wydobywające się z głośników rozbrzmiewały w całym parku.
Przystanął w samym środku parku, gdzie znajdowało się najwięcej ludzi.
Coraz ciężej było mu oddychać, a serce zaczęło bić w szybszym tempie. Czuł niesamowity ból, mógł być jednym z tych rodziców, ale niestety nie był...
Przełknął ślinę, przypominając sobie, że w każdej chwili może opuścić to miejsce.
Niall podszedł i usiadł przy pustym stole piknikowym i oparł głowę o dłonie. Z tej perspektywy zaczął obserwować dzieci.
Po około 10 minutach usłyszał głos [Twoje.Imię].
-Niall! Przyszedłeś.
Spojrzał na nią. Miała długie, brązowe włosy, a jej syn szedł posłusznie za nią.
-David idź się pobawić na plac zabaw- spojrzała na niego, a on wykonał jej prośbę.
-Cieszę się, że przyszedłeś- powiedziała i usiała obok niego.
-David przypomina ci o twoim synu?- zapytała. Niall zamrugał i spojrzał na nią.
-Przepraszam. Jeżeli nie chcesz, nie odpowiadaj- spojrzała przepraszająco.
-Nic się nie stało, ale... Tak.
Zmarszczyła brwi i skrzyżowała nogi.
-Wiem, że twoja żona Karolina zmarła. Mój narzeczony Michael zmarł, gdy byłam jeszcze w ciąży z Davidem...
Niall poczuł nagle, jakby ona czuła to samo co on. Po raz pierwszy poczuł współczucie do kogoś innego niż do siebie.
-Przykro mi...
Skinęła głową.
-To robi się łatwiejsze, trzeba tylko pamiętać by oddychać...
-Oddychanie jest łatwiejsze niż spanie.
[Twoje.Imię] zaśmiała się z tego pozornego faktu.
-To prawda.
Jej oczy posmutniały.
-Ale pamiętaj, że twoja żona i syn są nadal częścią ciebie.
Niall skinął głową i przełknął ślinę, patrząc w ziemie. Milczeli oboje przez chwilę.
-Chodźmy zagrać w jakąś z gier- powiedziała wstając i chwytając jego dłoń, pociągnęła go za sobą. Nogi prowadziły go posłusznie.
Rząd butelek został ułożony w jednej prostej, a zadaniem było zbicie je piłeczką.
-Proszę bardzo- powiedział chłopak za ladą i podał jej piłeczki.
-Och, nie... No dobra zrobię to- uśmiechnęła się i chwyciła je. Zmarszczyła brwi koncentrując się uważnie.
-O jejku!- roześmiała się kiedy rozbiła wszystkie butelki. Mężczyzna zza lady podał jej średniej wielkości pluszowego słonia.
-To dla ciebie- uśmiechnęła się i podała mu pluszaka.
-Och, słoń?- Niall zaśmiał się krzywo.
-Jeszcze raz- uśmiechnęła się i spojrzała na mężczyznę, który wzruszył ramionami i ustawił po raz kolejny rząd butelek.
Około 5 minut później, ramiona Nialla były zapełnione czterema nowymi, różnymi, kolorowymi słoniami i jednym pomarańczowym misiem.
-Myślę, że mamy już wystarczająco dużo zwierząt- powiedziała.
-Ile masz lat?- zapytała kiedy szli.
-23- odpowiedział, w odpowiednim momencie łapiąc wypadającego z jego ramion pluszaka.
-Ja będę mieć 22 lata 23 sierpnia.
Uśmiechnął się lekko, ale nie odpowiedział. Zatrzymali się przy stoisku z watą cukrową.
-Chcesz?
Potrząsnął głową, a ona wzruszyła ramionami, mówiąc pani za ladą, że chciałaby różową. Po chwili otrzymała kijek pokryty watą cukrową.Urwała słodki puch i umieściła go w ustach.
-Chodźmy gdzieś usiąść- oznajmiła.
Wrócili do stołu piknikowego i Niall westchnął z ulgą, że może w końcu ustawić pluszaki na stole. [Twoje.Imię] usiadła obok niego i zajadając się watą, odszukała wzrokiem swojego syna.
-Masz rodzeństwo?- zapytała wracając do rozmowy.
-Mam brata.
Postawiła na pół zjedzoną watę cukrową na stole i wstała, gdy muzyka wydobywająca się z głośników stała się głośniejsza.
-Chodź, zatańczmy- poprosiła.
-Ja nie tańczę...
Zacisnęła usta.
-Po prostu chodź.
Niall wstał i westchnął, pozwalając jej wziąć się za rękę i przedostać się do obszaru za stołami.
Uniosła brwi i wzięła jedną z rąk, położywszy ją na jego ramieniu. Powoli przeniósł rękę na jej talię.
-Daj spokój, to nie jest takie trudne- uśmiechnęła się i lekko się zakołysali. Po chwili zaczęli poruszać się bardziej optymistycznie w rytm piosenki.
Niall wziął głęboki oddech. Starał się tańczyć, czy robić cokolwiek, co było w stanie wywołać taniec [Twoje.Imię] zaśmiała się.
-Co?- zapytał.
-Nic.
-Mówiłem ci, nie tańczę- skrzywił się.
Przyciągnął ją bliżej i podniósł z ziemi, zapiszczała kiedy zaczął ją obracać wokół, a jej nogi lekko unosiły się w powietrzu.
Tego dnia uśmiechał się po raz pierwszy od tak długiego czasu.
-O mój Boże...- roześmiała się bez tchu, gdy wreszcie się zatrzymali i postawił ją z powrotem na ziemie.
Oparła twarz na jego piersi. Spojrzała po chwili w górę i zobaczyła łzy spływające po twarzy Nialla.
-Co jest?- zapytała.
-Ja nie tańczę.
Te słowa mogły być wypowiedziane do wielu innych ludzi, ale [Twoje.Imię] zrozumiała te słowa jak nikt inny.
Uśmiechnęła się i spojrzała na oczy Nialla. Oczy pełne nadziei.
-Wiem kochany, wiem...
Owinęła ręce na jego szyi i przyciągając go bliżej. Na jej twarzy również pojawił się łzy. Stali w wiosennym słońcu, pod cieniem drzew, a wokół rozbrzmiewał śmiech i głosy ludzi znajdujących obok nich. Tańczyli...


"Dopóki jesteś tu ze mną to miejsce coś znaczy, póki jeden z nas stoi reszta będzie z nim tańczyć..."

piątek, 28 marca 2014

Harry Styles imagine

Hej tutaj Ruda :) 
Kolejny imagin przybywa do Was :] Tym razem o Harrym :P Mam nadzieję, że wam się spodoba :) 
PS. Możecie mieć wrażenie, że imagin gdzieś czytaliście bo widniał też na innej stronce. Ale spokojnie to ten sam autor, czyli ja :D

Dedykacja: Dla tych którzy zaznali nieszczęśliwej miłości.

Zimny deszcz wystukiwał melodię o szybę a powiew lekkiego wiatru kołysał koronami drzew na wszystkie strony świata. Krajobraz za oknem był nieprzyjazny, zimny i mokry. Siedząc owinięta wytartym kocem na marmurowym parapecie myślałam o panującej szarej, nudnej rzeczywistości. Kolejny łyk gorącego kakao zwilżył moje spierzchłe usta i pozwolił poczuć lekkie ciepło w środku, które spowodował gęsią skórkę na moim ciele. Owinąwszy się kocem po sam czubek nosa oparłam głowę o szybę i wypuściłam ciepłe powietrze powodując parę na szkle. Mimowolna łza spłynęła po bladym policzku a za nią następna tworząc czarną od tuszu smugę. Kolejny raz z żalem w sercu spojrzałam na list leżący na łóżku, który był już dość zgnieciony i sfatygowany. Nagle kolejna fala łez zmoczyła moje poliki. W oddali było słychać stłumiony głos radia, który umilał mi moje cierpienie. Lecz nawet głupkowate żarty płynące z ust prowadzącego nie doprowadziły mnie, chociaż do nawet lekkiego uniesienia kącików ust. Po pewnym czasie mój wzrok utkną w martwym punkcie a umysł oddał się nostalgii i powrócił do wspomnień, które sprawiały największy ból.   

-Mamo! Pośpiesz się! Zaraz spóźnimy się na samolot!- cała podekscytowana czekałam na mamę, która oczywiście jak zawsze się nie śpieszy. Tupot moich stóp rozchodził się po całym salonie. Co raz mój wzrok wędrował na zegarek, co powodowało jeszcze gorsze zdenerwowanie u mnie. Zmęczona przebyciem ponad kilometra, który przemierzyłam chodząc w tą i z powrotem spoczęłam wygodnie na walizkach ustawionych pod drzwiami.
-Mamo! Masz zamiar kiedykolwiek wyjść z tej łazienki?- gdy wykrzyczałam ostatnie słowo usłyszałam charakterystyczny dźwięk zamykanych drzwi. Na horyzoncie pokazała się wyczekiwana od 20 minut kobieta, która musiała mnie zawieść na lotnisko. Bez zawahania stanęłam na równe nogi i chwyciwszy jedną z walizek poniosłam ją do auta. Po zapakowaniu sporej liczby bagażu wsiadłam do samochodu i byłam gotowa na podróż mojego życia a mianowicie miałam spędzić całe wakacje w Londynie u mojej siostry. Wyjazd planowałam już od pół roku, aby wszystko było zapięte na ostatni guzik. Odliczanie miesięcy, tygodni oraz dni powodowały u mnie falę szczęścia. Przekręcony kluczyk w stacyjce, wciśnięcie gazu, zmiana biegu, uśmiech na ustach i moja podróż się zaczęła. Drogę na lotnisko umilała mi muzyka lecąca z telefonu oraz krajobraz mijany z szybką prędkością. Nie wiedząc, kiedy auto zaparkowało pod wielkim strzelistym budynkiem z napisem ”Lotnisko”. Wyskoczyłam jak poparzona kierując się do bagażnika w celu wyciągnięcia bagaży. Z lekkim trudem i pomocą mamy doczłapałam się na halę główną gdzie od razu zobaczyłam wielką tablicę przylotów i odlotów samolotów.  Dokładnie lustrowałam elektroniczną plansze szukając jednej nazwy i godziny. Nagle wszystkie literki wraz z cyferkami zaczęły się zmieniać w niesamowicie szybkim tempie.  Londyn--->14:, 25 Gdy moje oczy ujrzały ten napis uśmiech sam nasuną mi się na usta. Odwróciłam się do mamy, aby się z nią pożegnać i udać się na odprawę, a następnie wsiąść w samolot.
-Musisz wyjeżdżać?- zapytała smutna rodzicielka ocierając pojedynczą łzę spływającą po jej rumianym policzku. Bez zastanowienia wtuliłam się w jej ramiona, aby pokazać dla niej, że dla mnie też to nie jest łatwe.
-Te dwa miesiące zlecą za nim się obejrzysz-  odparłam odrywając się od niej. Posłałam lekki uśmiech i ruszyłam przed siebie.
-Uważaj na siebie! Ubieraj się ciepło. I pamiętaj, że cię kocham!- w oddali można było usłyszeć załamujący się głos drobnej kobiety, która machała mi na pożegnanie. Podchodząc do metalowej bramki poczułam jednak tęsknotę za mamą. Nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długo. W sercu poczułam lekki żal, że nie mogę mieć dwóch osób przy sobie na raz siostry i matki.
-Poproszę o położenie walizki na taśmę- nagle z rozmyśleń wyrwał mnie głos mężczyzny.
Postawny facet, który obsługiwał dość sporą maszynę, która była dla mnie nie do pojęcia zmierzył mnie wzrokiem i stanowczo odchrząkną czekając aż wykonam jego polecenie. Z dość dużymi oporami usadowiłam wielką skórzaną torbę na taśmę a sama przeszłam przez miliony bramek gdzie zostałam doszczętnie sprawdzona. Po dość niemiłych czynnościach w końcu zasiadłam w wygodnym fotelu, który był usadowiony przy oknie i oddając się widokom, które mogłam podziwiać za szybki.
Lecą w chmurach czułam się jak ptak, który uczył się pierwszy raz latać. Cudowne uczcie przerwał komputerowy głos, który kazał zapiąć pasy z powodu lądowania. Niechętnie uczyniłam wydane polecenia i czekałam, aż maszyna wyląduje. Nasadziłam okulary słoneczne na nos i ostrożnie zeszłam z niewielkich schodków, które prowadziły na rozgrzany beton. Kierując się do oszklonego budynku miałam lekkie obawy przed tym, że Emil zapomniała o moim przyjeździe. Wziąwszy cały mój podręczny bagaż ruszyłam na ławki, które były usytuowane naprzeciw strzelistej fontanny. W połowie drogi zaskoczyła mnie drobna brunetka uśmiechnięta od ucha o ucha. Bez zastanowienia przytuliłam ją z całych sił nie mając ochoty wypuszczać z rąk.
-Em…[T.I] nie chce nic mówić, ale mnie dusisz- odparła z lekkim trudem a ja od razu się od niej odkleiłam
-Przepraszam się, ale tak się za tobą stęskniłam- kolejny uśmiech powędrował w jej kierunku.
-Choć podróż była męcząca musisz pewnie odpocząć- stwierdziła i chwyciwszy jeden z moich pakunków ruszyła przed siebie. Zachwycona całą manufakturą Londynu nie mogłam przestać się zachwycać. Mijające uliczki, domu, sklepy, parki miały w sobie pewną magię, która skradła mi serce. Z żalem zaparkowaliśmy pod domem Em. Moim oczom ukazał się niewielki domek, do którego prowadziła brukowana alejka przyozdobiona kwiatami i małymi latarniami. Rolę płotu spełniał precyzyjnie przycięty żywopłot a trawnik był urozmaicony niewielkimi kwiatkami oraz drzewami, które dawały cień.
-Piękny dom- szepnęłam pod nosem, ale na tyle głośno, aby mogła to usłyszeć brunetka. Dziewczyna nic nie odpowiedziawszy zaprowadziła mnie do mojego tymczasowego pokoju, który był umeblowany tak jak lubię. Duże łóżko zaścielone fioletową narzutą wraz z kolorowymi poduszkami oraz kilka regałów na ubrania i kosmetyki. Całe pomieszczenia rozświetlało duże okno. Bezwarunkowo moje ciało opadło na perfekcyjnie posłane łóżko a usta wypuściły powietrze. To moja bajka pomyślałam i byłam gotowa na najpiękniejszą przygodę w moim życiu.


Zwarta i gotowa stanęłam w progu salonu opierając się o framugę drzwi. Delikatnie włożyłam ręce do kieszeni i spojrzał z uśmiechem na Emili która z zainteresowaniem oglądała telewizję.  Tak bardzo za nią tęskniłam. Odchrząknęłam  delikatnie tak aby dziewczyna zobaczyła moją obecność.
-O nie wiedziałam, że jesteś. Zeszłaś tak cicho- odparła spoglądając na mnie. Posłałam jej lekki uśmiech i usiadłam na kanapie.
-Jak się spało?-  zapytała ściszając serial który właśnie leciał na ekranie
-Wspaniale… Od dawna tak dobrze nie spałam- moje kąciki ust od razu poszybowały w górę.
-Jesteś głodna? Na stole jest śniadanie- zaproponowała  Em i wróciła do niezbyt interesującego serialu.  Mimowolnie spojrzałam na kuchenny stół a następnie na siostrę. Nie miałam ochoty na siedzenie w czterech ścianach w tak słoneczny dzień. Delikatnie przeczesałam włosy ręką i podniosłam się z mięciutkiej kanapy kierując się do wyjścia.
-Idę się przejść. Niedługo wracam- zakomunikowałam zatrzaskując za sobą drewniane drzwi.
Promienie słoneczne prażyły moją skórę od razu ubolewałam nad tym, że nie zabrałam ze sobą okularów przeciwsłonecznych. Maszerowałam brukowaną uliczką kierując się w stronę parku. Zielony pejzaż zachwycił moje oczy. Gdy przeszłam przez metalową bramę miejskiego deptaka moim oczom ukazała się ławka usytuowana w idealnym miejscu dla mnie. Z daleka od innych ale nie za daleko cywilizacji. Wygodnie rozsiadłam się na drewnianej ławeczce z oparciem pomalowanej na kolor soczystej zieleni. Zamknęłam powoli oczy i skierowałam głowę ku górze opierając ją o wystające oparcie. Odpłynęłam. Lekki wiatr powiewał moje włosy  i powodował przyjemny dreszczyk. Delikatne muskanie słońcem rozgrzewało moje  blade ciało.
http://24.media.tumblr.com/c74f96e9c7358de63d4e7a857024860d/tumblr_mwtyjp0ZJq1qg9q0qo1_400.png-Przepraszam mogę się dosiąść?- zapytał mnie głos, wyrywając z błogiego rozmyślania. Lekko przymrużyłam oczy kierując wzrok na osobę stojącą prze de mną. Zmierzyłam od góry do dołu i po chwili przesunęłam się na róg ławki, aby zrobić dla niego miejsce.
-Dziękuję, nie lubię tłocznych miejsc- odparł zajmując miejsce i wyciągając  z kieszeni telefon.
-To po co spędzasz czas w parku- odparłam z ironią zezując w jego stronę. Chłopak odpisał prawdopodobnie na sms'a i spojrzał na mnie pokazując szereg białych zębów.
-Umówiłem się z kimś. Ale chyba ten ktoś nie zamierza przyjść- zakomunikował zmieniając pozycję siedzenia. W tym momencie był oparty jedną ręką o oparcie ławki a jego ciało było skierowane w moją stronę.
-Na co tak się gapisz?- furknęłam po długiej ciszy która mnie krępowała. Chłopak jedynie się zaśmiał  i skierował swój wzrok na obłoki które wędrowały po niebie z dość dużą prędkością. Czułam się dość dziwnie  jego obecnością  i chciałam jak najszybciej  ulotnić się z tego miejsca. Bez zastanowienia wstałam i ruszyłam przed siebie modląc się aby mnie nie zaczepił.  Powoli kierowałam się w stronę domu ciesząc się, że nie muszę wymigiwać się z niezręcznej rozmowy z nim. Gdy na horyzoncie ukazał się dom mojej siostry z naprzeciwka ku mojemu zdziwieniu pojawił się chłopak z parku. Lekko zdenerwowana zabluźniłam w myślach i szybkim tempem podeszłam do niego.
-Śledzisz mnie?- krzyknęłam z oburzeniem szturchając go przy tym w ramię. Mina chłopaka była bardzo zszokowana.
-Ja tu mieszkam- odparł półtonem wskazując na dom znajdujący się obok mojego. W tym momencie poczułam się jak ostatnia kretynka. Napadłam na chłopaka który spokojnie chciał wrócić do własnego mieszkania.
-Przepraszam- rzuciłam krótko i chciałam odejść nie pokazując swojego zażenowania. Niestety chłopak chwycił mnie za rękę, a ja pod wpływem jego siły odwróciłam się.
-Jestem Harry- zakomunikował z uśmiechem.
- Nic się nie stało- dodał po chwili.
-[T.I]- odparłam z rumieńcem na policzkach.
-Na długo przyjechałaś do Emily?- spytał przerywając krepującą ciszę. To pytanie lekko mnie zdziwiło ale widocznie znali się z moją siostrą.
-Na całe wakacje- uśmiechnęłam się sztucznie spoglądając w jego zielone jak trawa oczy.
-Może chciałabyś się spotkać. Kiedyś- zapytał niepewnie i podrapał się w tył głowy.
-Harry ja nie przeżyję- wydusiłam z siebie dławiąc się łzami.
-Może kiedyś- odpowiedziałam i odwróciłam się na piecie kierując się w stronę domu.
”Może kiedyś serio [T.I]? Serio?"


Obudziłam się cała w skowronkach. Wygrzebałam się z ciepłego łóżka. Powoli podeszłam do biurka i chwyciłam czarny flamster. Z żalem serca skreśliłam ostatnią datę w wakacyjnym kalendarzu. Nawet nie wiem kiedy ten czas minął. Całe cztery miesiące spędzone w tym miejscu a ja czułem się jakbym tu mieszkała od dziecka. Po chwili wpatrywania się w kalendarz skierowałam się do łazienki aby trochę się odświeżyć i wybrać się na 122 randkę z Harrym.  Pewnie każdy pomyśli mnie za idiotkę ale każde spotkanie z nim było prze ze mnie policzone oraz dokładnie opisane. Nie chciałam, aby te piękne chwile uszyły w zapomnienie. Z Harrym byłam już od dwóch i pół miesiąca. Zakochałam się w nim i kompletnie straciłam dla niego głowę. Gdy tylko o nim pomyślałam uśmiech sam nasuwał mi się na usta a w brzuchu grasowało stado motyli. Ale również miałam świadomość, ze musimy się rozstać a to nastąpi już jutro. Gotowa wyszłam z toalety i powoli zbiegłam na dół myśląc, że zastam w kuchni Emily. Niestety zauważyłam niewielką karteczkę na stole. Podniosłam ją bez zawahania czytając treść.
„Wezwali mnie do pracy będę wieczorem” Emi.  Kolejny dzień spędzony bez mojej siostry. Od miesiąca wzywają ją do pracy non stop. Nie wiedząc co ze sobą zrobić skierowałam się do salonu włączając przy tym telewizję. Cały dzień zleciał mi na leniuchowaniu.
Wskazówki zegara dochodziły do godziny 20:00. Parę minut po pełnej godzinie w całym domu rozniósł się dzwonek do drzwi. Bez zastanowienia pobiegłam aby otworzyć. W progu staną nie kto inny ja sam Harry. Natychmiastowo na moje poliki wpłyną rumieniec. Loczek bez zastanowienia przyciągną mnie do siebie całując namiętnie w usta. Gdy pocałunek dobiegł końca Styles chwycił mnie za rękę i prowadził  w stronę parku. Gdy dotarliśmy na miejsce stanęliśmy przed tą samą ławką gdzie się poznaliśmy. Do moich oczy napłynęły łzy. Przed oczyma miałam scenę gdy pierwszy raz się poznaliśmy.
-Spokojnie. Nie płacz. Obiecuję spotkamy się jeszcze- odparł ocierając moje słone łzy z policzków.
-Obiecaj mi  jedno Harry- szepnęłam spoglądając  na jego smutną twarz
-Co tylko sobie życzysz- odparł całując mnie w czule w czoło.
-Nie zapomnij mnie- wyszlochałam wtulając się w jego ciepłą klatkę piersiową.
-Nigdy o tobie nie zapomnę- w tym momencie nasze usta złączyły się w jedność.

Ostatnia walizka była dopinana z dużym wysiłkiem. Cała roztrzęsiona i zapłakana schodziłam na dół ciągnąc pakunek za sobą. Na dole czekał już Harry wraz z Emily. Uśmiechnęłam się sztucznie przez łzy i po chwili stałam obok nich.
-To ja zaniosę bagaże do samochodu- odparła Emi wychodzą na zewnątrz. Loczek stał bez ruchu przyglądając się uważnie. Jego zielone tęczówki były przepełnione żalem. A w kącikach nabierały się łzy.
-Powiedź coś. Proszę- wyszeptałam ledwo słyszalnie z powodu blokady w moim gardle.
Chłopak nic nie mówiąc wpił się w moje spierzchnięte usta. To był nasz ostatni pocałunek. Nasze łzy spotykały się i łączyły  w jedność. Uderzenia serc wystukiwały własny rytm. Jego ręce wędrowały po cały moim ciele a ja zatopiłam palce w jego lokach. Nie chciałam go puszczać. Nie teraz. Nagle Harry przerwał pocałunek i wręczył mi kopertę.
-Otwórz jak będzie w samolocie. Kocham cię [T.I]- odparł na do widzenia i opuścił pomieszczenie. Kolejna fala łez zmoczyła moje policzki. Po chwili wybiegłam z domu nie mogąc spóźnić się na samolot. Cała rozmazana przebyłam przymusową odprawę i pożegnawszy się wcześniej z siostrą wsiadłam do samolotu.  Widziałam jak Londyn znika w chmurach a wraz z nim moje serce. Pojedyncza słona kropla układała nierównomierną strugę na moim policzku. Szybko ją otarłam aby została niezauważona.  Włożyłam swoje ręce do kieszeni i poczułam zmiętolony kawałek papieru. Bez zastanowienia wyciągnęłam białą kopertę i spojrzałam na napis:
„Kochanej [T.I] „ 
Trzęsącymi się dłońmi otworzyłam ją i wyciągnęłam list.

Droga [T.I]
Nie mogę uwierzyć, że pakujesz swoje walizki
Tak bardzo staram się nie rozpłakać
Przeżyłem najlepsze chwile i teraz jest najgorszy czas
Ale musimy się pożegnać
Marzę, byśmy mogli być teraz sami
Jeżeli moglibyśmy znaleźć miejsce do ukrycia się
Sprawić, by ostatni raz, był jak pierwszy raz
Wcisnąć guzik i przewinąć
Więc proszę, nie czyń tego jeszcze trudniejszym
Nie możemy tego ciągnąć dalej
I wiem, że nie ma niczego, co chciałbym zmienić
Nie obiecuj, że będziesz pisać
Nie obiecuj, że zadzwonisz
Po prostu obiecaj, że nie zapomnisz, że mieliśmy to wszystko
Ponieważ byłaś moją na wakacjach
Teraz wiemy, że to prawie koniec
To wydaje się jak śnieg we wrześniu
Ale ja zawsze będę pamiętał
Byłaś moją letnią miłością
Zawsze będziesz moją letnią miłości
                                             
Twój Harry

Kolejny raz przeczytany list spowodował wzruszenie. Ostatni już zimny łyk kakao doprowadził, że po moim ciele przeszły dreszcze. Byłam jego letnią miłością. Tak jak pisało w liście. Nie pisałam, nie dzwoniłam ale pamiętałam i nadal pamiętam. Kolejne 2 lata spowodowały że moje uczucie do niego jeszcze bardziej się wzmocniło. Niestety nie mogę już do niego pojechać. Słowa które powiedział, że jeszcze się spotkamy były rzucone na wiatr. Sława, rozgłos tym teraz żyje. Chłopak który może mieć każdą był mój i pozostanie mój na wieki. Z żalem serca uświadamiam sobie, że o mnie zapomniał. Jestem skończonym rozdziałem w jego historii.
-[T.I} Kochanie zejdź i mi pomóż- nagle głos mojej matki wyrwał mnie z rozmyśleń. Szybko wyplątałam się z koca i chwyciwszy kubek zbiegłam na dół.

Radio które towarzyszyło [T.I] przez całe popołudnie było nadal włączone. Żenujące  żarty prowadzącego zastąpiło popołudniowe notowanie przebojów które rozchodziło się po całym pokoju. Nagle z głośników radia uszły pierwsze nuty piosenki pt. „Summer Love” zespołu One Direction  a speaker radiowy zadedykował ją dla tajemniczej [pierwsza literka twojego imienia] z dopiskiem Pamiętam i nigdy nie zapomnę.



"A ona, w ciemną noc dławiąc się łza­mi da­lej go kocha."
                    

sobota, 22 marca 2014

Harry Styles imagine

Tutaj znowu Wasza Liamkowa ;D
Ale dzisiaj ciepluutko *_* Wiosnaa <3
Zostawiam wam imagina z Harrym, który pokazuje ludzkie problemy :D
Dedykacja jest dla: @IneedHoran_hugs 
W komentarzu @IneedHoran_hugs wzruszyło mnie to, że opowiesz  historię poprzedniego imagina swoim dzieciom.Kocham Cię za te słowa. I dziękuję Ci za nie <3

INFORMUJEMY, ZE NA NASZYM DRUGIM BLOGU POJAWI SIĘ ROZDZIAŁ DOPIERO WTEDY, GDY BĘDZIE PRZYNAJMNIEJ 20 KOMENTARZY ( SZANTAŻ MUSI BYĆ :D)
http://onedirection-bella-liamkowa.blogspot.com

Drżącymi z zimna palcami przeliczałam monety wyłożone na dłoni. 5 funtów. Cholera. Dlaczego akurat dzisiaj musiałam zapomnieć portfela? Musiałam jechać do miasta na pocztę. Dobrze, że w kieszeni spodni miałam jakieś drobne. Mam nadzieję, ze kasa wystarczy. Stałam zmarznięta na przystanku i czekałam na najbliższy autobus. Dlaczego miałam tak daleko na zwykłą pocztę?! Pojazd z hałasem zatrzymał się przy przystanku, a ja weszłam na podest i skierowałam się do kierowcy.
- Bilet do Bradford  poproszę
- 3 funty - powiedział leniwie kierowca. Zamarłam. jeśli teraz zapłacę 3 funty...
Ale muszę wysłać list! Zrezygnowana wręczyłam pieniążki. Siadając na miejscu przy oknie zastanawiałam się co właśnie zrobiłam. Nie wiadomo ile będzie kosztował bilet w drugą stronę. Prawdopodobnie tyle samo, albo nawet więcej. Wyjrzałam przez okno i zadrżałam. Iść na piechotę w takie zimno? W co ty się dziewczyno wpakowałaś. Jednak po włożeniu słuchawek i puszczeniu muzyki wszystkie troski zniknęły.
Z westchnieniem wysiadłam nie oglądając się na odjeżdżający autobus. Swoje kroki skierowałam w stronę poczty. Wysłałam list, przez który będę miała problemy. Przy okazji odebrałam paczkę i listy dla rodziców. Po drodze zahaczyłam o bibliotekę, aby powiększyć swoją kolekcję. Ostatnie książki znałam już na pamięć. Zrezygnowana powłócząc nogami udałam się na przystanek. Każdą komórką ciała przeczuwałam, że czeka mnie powrót do domu na piechotę. Zadrżałam. Było zimno. Bardzo zimno. Na przystanku stał jakiś chłopak. Gdy podeszłam bliżej stwierdziłam, ze to bardzo przystojny chłopak. Miał kręcone włosy, na które wciśnięta była czapka beanie. Ubrany był w czarne rurki, ciemny płaszcz i szalik w kratkę. Był sporo ode mnie wyższy, ale na pewno nie za dużo starszy. Postanowiłam wykorzystać tą okazję.
- Przepraszam... - zaczęłam skupiając uwagę chłopaka na sobie - Nie wiesz może ile kosztuje bilet do Yorkshire?
Zapytałam trochę zażenowana. Stoi przed tobą świetny pod każdym względem chłopak a ty pytasz go o cenę biletu autobusowego. Romantyczne, nie ma co!

- Widzę, ze jedziemy w tym samym kierunku - chłopak uśmiechnął się - O ile mi wiadomo to po 2,50 albo 3 funty - posmutniałam.
- No nie...
- Co się stało? - zmartwił się brunet, gdy posmutniałam.
- No bo... - co miałam mu powiedzieć? Że nie stać mnie na głupi bilet? Do tego się nie zniżę.
- Ja już pójdę - zaczęłam się odwracać, ale brunet złapał mnie za rękę.

- Co się dzieje?
- Um.... To głupia historia... - zaczęłam się wykręcać.
- Mamy czas - uśmiechnął się brunet.
- Nie wymigasz się- puścił mi oczko.

- Ech no dobra. Miałeś kiedyś tak, że musisz gdzieś pilnie jechać, a jak na złość zapomniałeś portfela? Na szczęście masz kilka drobnych w kieszeni, ale starczą one tylko na bilet w jedną stronę. W takiej jestem teraz sytuacji - uśmiechnęłam się zawstydzona.
- Nie mogłaś powiedzieć tego od razu?! Przecież to są grosze! I co? Miałaś zamiar wracać na piechotę? Głuptasek z ciebie!  A tak w ogóle to jestem Harry -  wyjął swoją duża dłoń z kieszeni płaszcza. Ujęłam ją zażenowana
- [T.I].
- Bardzo mi miło - uśmiechnął się. Z chęcią pożyczę ci na bilet.
- Harry nie musisz...- zaczęłam, ale brunet mi przerwał.
- Ale chce. Będziesz musiała za to usiąść ze mną - puścił mi oczko.
- Z przyjemnością- uśmiechnęłam się. Właśnie w tej chwili nadjechał autobus. Harry kupił dwa bilety do Yorkshire. Czułam się głupio, ale chłopak skutecznie mnie rozśmieszał i zabawiał. To była najlepsza jazda autobusem w moim życiu. Kiedy zobaczyłam przystanek, posmutniałam. Za chwilę rozstanę się z Harrym. Pojazd zatrzymał się i wysiedliśmy.
- No to żegnaj [T.I] - uśmiechnął się smutno Harry.
- Do zobaczenia mam nadzieję - przytuliliśmy się i każde poszło w inną stronę. Kiedy już byłam prawie pod domem coś sobie uświadomiłam... Nic nie wiem o Harrym! Znam tylko jego imię! Nawet nie mam jego numeru. Pacnęłam się otwartą ręką w czoło. I jak ja go teraz znajdę? Nie ma co, mam takie szczęście, że aż wcale.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Przez ten cały tydzień rzuciłam się w wir pracy. Chodziłam na uczelnie, a w między czasie pracowałam dorywczo. Gdy nadszedł piątek postanowiłam po szkole pójść do ulubionej kawiarni, aby się odstresować. Upewniłam się, czy na pewno mam w torbie portfel. Na szczęście był. Leżał na swoim stałym miejscu z monetami w środku. Kawiarnia była bardzo blisko szkoły, więc po krótkim czasie otwierałam drzwi wsłuchując się w charakterystyczny dzwoneczek. Ludzi nie było za dużo, ale to bardzo dobrze. Pomieszczenie było małe, ale przytulne. Brązowe ściany koiły umysł, a wygodne kanapy dawały wygodę po  ciężkim tygodniu pracy. Podeszłam bliżej kasy, patrząc na planszę w wyborze kawy. Nagle usłyszałam znajomy, zachrypnięty głos.
- A dużo mi brakuje? Uwielbiam tą kawę!
- Przykro mi. Brakuje panu 2  funtów, nie mogę panu tego darować - przepraszająco odpowiedziała sprzedawczyni.
- No trudno... - chłopak już chciał odejść, ale mu przerwałam.
- Poproszę taką samą kawę jak ten pan. Zapłacę za dwie - uśmiechnęłam się do kobiety za ladą a potem do Harrego.
- [T.I]! - zdziwiony uścisnął mnie. Zaraz jednak powiedział stanowczo - Nie będziesz za mnie płacić. Przeżyję bez tej kawy.
-  Oj przestań, nie pamiętasz już jak mi bilet kupowałeś? No właśnie - uśmiechnęłam się zadowolona.
- No dobrze. Możesz kupić mi kawę, ale w zamian za to ja zabiorę cię na spacer - puścił mi oczko zadowolony.
- Brzmi świetnie - odparłam. Właśnie wtedy sprzedawczyni dała nam kawę. Wzięliśmy w dłonie kubeczki i ruszyliśmy ,,na miasto".
- No to prowadź - ujęłam Harrego za rękę.
- Z przyjemnością - odparł kłaniając się. Nasz spacer bardzo się przedłużył. Harry pokazywał mi wszystko i wszystkich. Na koniec zaoferował się mnie podwieźć swoim skuterem.
- Jak się na to wsiada? - zapytałam zmęczona.
- Jak na rower. Musisz się porządnie rozkraczyć - zaśmiał się głośno.
- Śmieszne. No a za co mam się złapać? - ciągnęłam dalej.
- Możesz mnie objąć - powiedział zalotnie. I tak sobie jechaliśmy. Harry za kierownicą, a ja za nim piszcząca i ściskająca go z całej siły.
- [T.I] jak zaraz nie zluzujesz swojego uścisku to puszczę pawia- ostrzegł Hazza.
- Przepraszam - wystraszona zabrałam ręce.
- Dziękuję.
Kiedy zeszliśmy z pojazdu Harry westchnął.

- Chyba ogłuchłem...

- Przepraszam, nie wiedziałam, ze będę się tak bać - powiedziałam skruszona.
- Nie szkodzi - uśmiechnął się delikatnie- Spotkamy się jeszcze?
- Tak, tylko tym razem dam ci numer - wyjęłam z torby obszerny notatnik i wyrwałam z niego kartkę. Zapisałam na niej swój numer, po czym wręczyłam ją brunetowi.
- Tylko nie zgub - posłałam mu ostatni uśmiech, cmoknęłam go w policzek i zniknęłam w drzwiach mieszkania.


,,Przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu''